Story of one picture
Each story is complemented with photographs, which are worth a thousand words.
Enjoy reading and hearing

Joyless
by Aleksander Poniewierski, APConsulting
Pod koniec XIX wieku Europejczycy emigrowali do Ameryki w poszukiwaniu lepszego życia. XX wiek obiecywał emigrantom amerykański sen. Od pucybuta do milionera. Od tynkarza do kontraktora, który zakładał firmę i zatrudniał nowych tynkarzy. Amerykański sen wolności, demokracji i bogactwa był uwieńczony radością z życia. W weekendy kontraktorzy spotykali się, aby wspólnie jeść potrawy ze starego świata, przygotowywane przez żony na wzór babcinych przepisów. „Zrobienie” ucha Johnny’ego Walkera w gronie towarzyszy dawało radość wolności dokonanego wyboru.
Cały tydzień ciężkiej pracy uwieńczony weekendową radością. Reklamy w telewizji i na billboardach amerykańskich miast i przedmieść pokazywały ludzi, którym się udało. Prawnicy, dentyści i prywatne szkoły dla własnego potomstwa, aby żyło się im lepiej i aby ich start był lepszy niż nasz.
Przez ostatnie 30 lat w Polsce zdobywaliśmy naszą upragnioną wolnorynkowość i radość budowania majątku. Porównując siłę nabywczą pieniądza oraz wielkość średniej wypłaty, jest dwa razy lepiej. Oczywiście nie rozkłada się to równomiernie. Wyrosła całkiem spora klasa superbogaczy. Klasa średnia, mimo że o wiele bogatsza niż jeszcze 20 lat temu, nie jest porównywalna z tą zachodnioeuropejską. Ale to, co nas odróżniało przez ten czas, to radość życia.
Weszliśmy w okres joyless, czyli neutralnych, obojętnych, a nawet złych komunikatów. W prasie, telewizji i internecie bombardują nas jedynie złe wiadomości. Afery, skłócanie lewych z prawymi oraz ogólna zawiść. Z reklam zniknęły uśmiechnięte dziewczyny o białych zębach. Większość reklam to produkt sam w sobie... no i oczywiście promocja.
Rosnąca gospodarka Chin, które, jeśli już nie są dominującym nowym-starym imperium, to za chwilę nim będą. Upadające Stany, nie w sensu stricto, lecz jako wzór radości i wolności. Mało kto dziś marzy, aby uciec do Ameryki. A Chiny miejscem ucieczki do lepszego świata jeszcze przez długo nie będą. Stary Kontynent kojarzy się z zagrożeniem oraz zmianą demograficzną i kulturową, gdzie radość jest ostatnim z atrybutów promujących starą Europę.
Joyless staje się synonimem naszych czasów. Nie jest to cecha konkretnego pokolenia, lecz „ostry cień mgły”, jak mówił klasyk. Szczekanie psa z sejmowych ław poselskich, paski na twarzach bohaterów telewizyjnych wiadomości i litera zamiast nazwiska. Przesłuchania przed komisjami śledczymi, pręgierz dla multimilionerów, firm farmaceutycznych i big techów. Nie ma już ani jednej grupy społecznej czy zawodowej, którą można by określić jako szczęśliwą. Nawet hipisi już szczęśliwi nie są.
Gdzieś się pogubiliśmy i straciliśmy wiarę w szczęście. A szkoda. Moze to dobry pomysl aby politycy zamiast straszyć postawili na szczęście?




