Story of one picture
Each story is complemented with photographs, which are worth a thousand words.
Enjoy reading and hearing

Konsekwencje "Tick the Box"
by Aleksander Poniewierski, APConsulting
Wizerunkowo mści się bagatelizowanie spraw.
Nawiązuję do serii afer, gdzie „zaufany krąg” decydentów, chcąc być poprawny politycznie lub wypełnić porozumienia koalicyjne, albo po prostu rzucić ochłap, obsadza „mało istotne” z ich punktu widzenia role niekompetentnymi ludźmi. Należy pamiętać, że kompetencje to nie tylko wiedza, ale również zdolność reprezentowania danego urzędu lub sprawowania funkcji.
Jak mam w zwyczaju, nie wymienię nazwisk, bo wszyscy je znają. Te osoby po otrzymaniu nominacji wierzą, że otrzymały te stanowiska za swą wiedzę i zasługi. Jak to mówi młodzież - palma im odbija. Pchają się do telewizji, dają wywiady, wypowiadają się na różne sprawy, z bardzo różnym skutkiem. Co najgorsze, oni w to wierzą.
A ci, którzy trzymają władzę, zacierają ręce, bo główne i najważniejsze stanowiska są nasze. Drobnica rozdana i ogólna radość panuje. Panuje przez chwilę.
Ten błąd cechuje tych liderów, którzy, zmuszeni do pójścia na ustępstwa, muszą dokonać wyboru. Czasami z powodu „krótkiej ławki”, czasami z obawy przed zbytnim umocnieniem się sojuszników. W biznesie też tak się dzieje, w szczególności kiedy zamawiający wymusza pewne parytety ponad racjonalnymi decyzjami lub merytoryką.
Polska nie jest jakoś specjalnie wyróżniająca się w tym zakresie. Popatrzmy chociażby na to, co stało się kilka dni temu w Szwecji, gdzie z 8. miejsca wygrywa wybory człowiek, którego nikt nie zna. Okazuje się, że potrafił jegomość skorumpować lokalnych polityków, zastraszyć społeczność lokalną i wygrał. Ci, którzy tworzyli listy, mieli zapewne inny plan. Aby nie były monochromatyczne.
Jakie są tego konsekwencje? Wszystkie ważne i dobre dokonania przesłaniane są „aferkami”. A że osobnicy tacy potrafią się wygłupić lub czasami, w tej swojej furii wiary w bycie bogiem, czynić osobistą wendetę, to to właśnie widzi masa. Przy zdemokratyzowanych kanałach informacyjnych, mówię o internecie (sic!), kopie filmików rozchodzą się lotem błyskawicy. Jeszcze żądni uwagi influencerzy lub komentatorzy podbijający je na własnych kontach i przepis na porażkę gotowy.
Są również i takie gospodarki, gdzie to głowa państwa jest takim memem. Ale myślę, że tam, mimo że wygląda to na monarchię i cesarskie rządy, tak nie jest. I dość wygodnie jest przypisywać wszystkie „nietrafione” decyzje jednemu osobnikowi. Jak wiemy, biznes to biznes. Ale to jest inny wymiar gry.
Nasze rodzime gwiazdy od lodów, lasów, rzek, butelek czy rozdawania pożyczek na lewo i prawo, chwalące się wykonaniem planu, nie są efektem karkołomnych, wielomiesięcznych analiz socjo- i psychologicznych zleconych Harvardowi przez CIA. To efekty kompromisów, lobbingu i żałosnej wojenki polsko-polskiej. Nie sięga sie po profesjonalistów a szkoda. Pytanie czy profesjonaliści dali by sie wciągnąć w taka gierkę.




